Konferencja 2
2. Głodnych nakarmić
Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba...
Tęskno mi, Panie...
(Cyprian Kamil Norwid)
Śmierć z głodu następuje powoli. Organizm pozbawiony kalorii i w konsekwencji glukozy, zaczyna ją wytwarzać z kwasów tłuszczowych pochodzących z własnej tkanki tłuszczowej. Z czasem to nie wystarcza, człowiek słabnie i popada stopniowo w śpiączkę. Niedobory witamin z grupy A są dodatkowo przyczyną pogorszenia widzenia i ślepoty. W zależności od kondycji fizycznej i rezerw organizmu śmierć głodowa następuje od dwóch do sześciu tygodni po zaprzestaniu jedzenia. U niedożywionych dzieci jeszcze szybciej...
"Chleba naszego powszedniego daj."
W KKK nr 2831 czytamy: "Obecność na świecie tych, którzy głodują z braku chleba, ukazuje jeszcze inny wymiar tej prośby. Dramat głodu w świecie wzywa chrześcijan modlących się w prawdzie do czynnej odpowiedzialności wobec braci, zarówno w postawie osobistej, jak i w ich poczuciu solidarności z całą rodziną ludzką. Tej prośby Modlitwy Pańskiej nie można oddzielić od przypowieści o ubogim Łazarzu i o Sądzie Ostatecznym. "
Kiedy Chrystus wymienia sytuacje, gdy możemy pomóc innym (Mt 25, 31-46), to na pierwszym miejscu wymienia głód. ". bo byłem głodny a daliście mi jeść." Nie jest to zbieg okoliczności. Dostrzega On konieczność troski o zaspokojenie tej podstawowej potrzeby człowieka. Rozumieją to misjonarze, gdyż zanim zaczną głosić Chrystusa słowami, świadczą o Nim swoim postępowaniem - dzieląc się żywnością i  wspomagając miejscowe rolnictwo.
Gdy wielkie tłumy zebrały się wokół Jezusa, Jezus nie odsyła ich głodnych. Wykorzystał zaistniałą sytuacje by nauczyć czynu miłosierdzia.  Głód i pragnienie to najbardziej podstawowe potrzeby, które trzeba zaspokoić, zanim zacznie się odpowiadać na potrzeby wyższe. Jezusowi nie chodziło o zewnętrzny czyn. I nie dlatego tylko kazał nam karmić ubogich, żeby ubogim było lepiej. Gdyby tylko to było jego celem, mógłby zsyłać mannę z nieba tym wszystkim, których dochody są niższe niż średnia krajowa, a wodę w czajnikach zamieniać od razu w kawę lub herbatę - zależnie od pory dnia lub gustu odbiorcy. Jezus pokazał nam sposób, w jaki możemy przemieniać nie tylko świat, ale i siebie. Powiedział nam: wy dajcie im jeść, bo wiedział, że dzięki temu zobaczymy więcej, niż czubek własnego nosa. Dla naszego dobra mamy karmić głodnych. Dla naszego dobra mamy otwierać swoje serca, kieszenie i lodówki - żeby nie zamknąć się w swoim egoizmie. "Wy dajcie im jeść" oznacza: "nie jesteście w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb tego świata, potrzebujecie Mojej pomocy. Ale nie zrzucajcie tego problemu tylko na Boga - to jest wasza sprawa, by wśród was nie było głodnych i spragnionych, to jest wasze budowanie Królestwa na ziemi". Kiedy słyszymy: "wy dajcie im jeść" wiemy, że spoczywa na nas odpowiedzialność. Dzielenie się jedzeniem nie jest wielką sztuką w XXI wieku, kiedy zwykła bułka kosztuje kilkadziesiąt groszy i stać nas na to, by ją kupić i podać głodnemu. Odpowiedzialność polega na czymś innym. Idąc za Jezusem trzeba nam nie patrzeć nie tylko na to, co On robi, ale i na to, w jaki sposób to czyni. Niestety w chrześcijaństwie nie chodzi tylko o to, żeby kupić bułkę. Chodzi też o to, by podać ją tak, jak zrobiłby to Jezus.
"Żal mi tego tłumu. Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę puścić ich zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze". Pierwszą rzeczą jest wrażliwe patrzenie. Oduczyliśmy się tego. Czekamy, aż ktoś poprosi o pomoc, aż się upomni, aż usiądzie na ulicy i postawi przed sobą pudełko - a i wtedy uwierzymy mu dopiero wtedy, gdy będzie dostatecznie brudny i zmęczony. A Jezus patrzył sercem - wiedział, że są głodni, więc nie pytał, czy może by coś zjedli. Po prostu podał im chleb. Tymczasem my tak bardzo chronimy swoją prywatność, tak bardzo szanujemy prywatność cudzą, że w imię tej prywatności pozwalamy głodować sąsiadowi za ścianą i koledze ze szkoły. Czy rzeczywiście tak właśnie robiłby Jezus? Czy rzeczywiście takie życie jest Jego naśladowaniem? Czy jest chrześcijaństwem? Jeden z katechetów opowiedział historię ze szkoły w której uczył: "Swego czasu byłem świadkiem niezwykłej kłótni uczniowskiej o to czy jeden z piętnastolatków ukradł i zjadł drugiemu śniadanie. Grupa podzieliła się na dwa obozy i zaciekle szukała prawdy. Oskarżony ze łzami w oczach przekonywał o swojej niewinności. Ostatecznie przyznano mu rację, choć ja, znając jego sytuację rodzinną, miałem cień wątpliwości. Nieraz bowiem przychodził do szkoły głodny. Kanapka pozostawiona na ławce mogła stać się pokusą nie do odparcia. Spoglądać na pokarm w zasięgu ręki, gdy nie jadło się kolacji i śniadania, to wyrzeczenie często zbyt trudne do opanowania. Nie potrafi tego zrozumieć ktoś, kto nie doświadczył głodu.
Zapyta ktoś, czy mamy się więc domyślać potrzeb innych? Czy mamy ryzykować pomoc tym, którzy pomocy nie potrzebują? Wydaje się, że mając przed sobą konieczność jakiegoś ryzyka, lepiej zaryzykować zbędną pomoc, niż zaniechanie pomocy koniecznej. Kiedy zaczynamy stopniować - ten potrzebuje więcej, ten mniej, temu mogą pomóc inni, tego nie lubię, ten zmarnuje: narażamy siebie na osłabienie wrażliwości. Ryzykujemy najwięcej - że szukając usprawiedliwienia pominiemy wreszcie kogoś, kogo Pan Bóg przeznaczył nam do uratowania, kogoś, kto liczył na nas, jak dziecko na swoją matkę. Ryzykujemy, że wzrok serca zmieni się nam we wzrok kieszeni - oślepniemy na Boga i człowieka. Wracając do Jezusa karmiącego tłumy warto zauważyć jeszcze jeden szczegół: to, że podał im właśnie chleb. Najprostszy pokarm był odpowiedzią na najbardziej podstawową potrzebę człowieka. Jezus nie spełniał niczyich kaprysów, ale wiedział też, że póki ludzie są głodni - nie będą słuchać. Wiedział, że komu chce się jeść, nie usłyszy najpiękniejszych nawet prawd - będzie słyszał tylko burczenie swojego żołądka. Podał więc chleb - tylko tyle, ile trzeba było ciału, by człowiek mógł skupić się na duchu. Nie wydał uczty. Wino nie lało się strumieniami, nie piekły się baranki, nikt nie rozchorował się z przejedzenia. Było tylko to, co konieczne - był chleb. Chrześcijanin karmiący głodnych ma usłyszeć przez to, że jednak nie samym chlebem żyje człowiek. Nie żyje wprawdzie bez chleba, ale na chlebie zatrzymać się nie może. To co cesarskie, oddaj cesarzowi. To, co cielesne, oddaj ciału, i nie zatrzymuj się nad nim za długo, nie rozczulaj się i nie myśl, że troska o nie jest wszystkim, co masz do zrobienia na ziemi. Mamy naśladować Jezusa w karmieniu głodnych. Mamy ich zobaczyć i pochylić się nad nimi, mamy pomóc im przetrwać - ale nie po to, by codziennie z nimi ucztować, ale by umożliwić im spojrzenie poza ciało, spojrzenie w głąb ducha. Bo po to właśnie Jezus karmił głodnych na pustyni. Owoce karmienia głodnych jak Jezus są wielkie. Człowiek nakarmiony może zacząć patrzeć głębiej.
Trzeba jeszcze posłuchać  świętego Pawła. "Udzielam wam rady, a to przyniesie pożytek wam, którzy zaczęliście już nie tylko chcieć, lecz i działać. Doprowadźcie teraz to dzieło do końca, aby czynne podzielenie się tym, co macie, potwierdzało waszą chętną gotowość"(2Kor 8,11). Nie wystarczy tylko posłuchać, nie wystarczy zrozumieć, nie wystarczy się przejąć. Chętną gotowość musi potwierdzić czyn. Dopiero wtedy możemy mówić o chrześcijaństwie. Dopiero wtedy możemy mówić o naśladowaniu Jezusa.
Wielu świętych dość szybko rozumiało, iż poprawę życia ludzi zabłąkanych, biednych fizycznie i duchowo trzeba rozpocząć od przykładu własnego życia. Jako ludzie wrażliwi na ludzką biedę, stawali przed dylematem: zmienić struktury społeczne czy wybrać miłosierdzie chrześcijańskie. Często wybierali to drugie. Zakładali placówki dla biednych i  bezdomnych. Potrafili  przyciągnąć innych, którzy pomagali im w tych dziełach miłosierdzia.                        
            Do jednego ze szpitali które założył św.  Kamil de Lelli pisał przychodziło mnóstwo ubogich. Św. Kamil  dzielił się z nimi wszystkim, co miał. Pewnego razu polecił zakonnemu kucharzowi nakarmić gromadę głodnych żebraków, którzy zjawili się pod szpitalem. Gdy ten protestował mówiąc, że nazajutrz nie będzie miał czym nakarmić współbraci, Kamil powiedział, by się nie martwił i miał ufność w Bogu. Następnego dnia zdziwieni bracia znaleźli na swych talerzach makaron i potrawkę w sosie pomidorowym.
Trzeba człowieka od maleńkości uczyć wrażliwości na biedę czy nędze. Dziecko, które np.:  spotkało się z siostrą zakonną kontynuującą dzieło matki Teresy z Kalkuty z zaciekawieniem będzie wychwytywało wszelkie informacje o działalności sióstr miłosierdzia. Nic jednak tak nie wychowuje jak zaangażowanie w dzieło. Bardzo uczące są zbiórki na pomoc dla głodujących, szczególnie jeśli nie jest to pokaz zamożności rodziców, a rzeczywiste wyrzeczenie dziecka połączone z ofiarą. Rezygnując z ciastka, czekolady, przeprowadza ono jednocześnie w sobie refleksję nad zjawiskiem głodu. Dobrze jest, gdy dzieci widzą końcowy efekt swoich działań. Nie zawsze jest to możliwe, aby nie poniżyć godności odbiorcy darów. Jednak gdy wychowawca przekaże informację, co z tymi ofiarami się stało, to już dużo. W jednej ze szkół zbierano na pomoc dla domu dziecka. Gdy przyjechali wychowawcy tej instytucji z podziękowaniem, dzieci z jeszcze większym zapałem zabrały się do następnej zbiórki i nawiązywały współpracę z obdarowanymi kolegami. Jest to bardzo ważne. Bo które z dzieci chce się zaprzyjaźnić z biedakiem?
Ważne jest też ciągłe przypominanie o głodujących, aktywizowanie do pomocy, pokazywanie wartości człowieka głodującego, pozwalanie dzieciom na podejmowanie własnych inicjatyw w tym kierunku. Kto jednak wie, czy młody człowiek nie więcej otrzymuje pozytywnych bodźców, gdy widzi wychowawcę zatroskanego o głodnych wychowanków. Wychowawca nie ma co prawda fizycznej możliwości rozmnażania chleba, ale przez uczenie dzieci wrażliwości na głód innych, może dokonać rozmnożenia ducha miłosierdzia, który już sam dopełni reszty.

Wielkim orędownikiem na rzecz walki z głodem był Jan Paweł II. Przytoczmy tu jego słowa, które powiedział  10 I 2005 w Watykanie-  do korpusu dyplomatycznego całego świata. Wyznaczając kierunki zadań i obowiązków dla świata Papież powiedział: Orędzie - zło dobrem zwyciężaj - pragnę dziś skierować do was, panie i panowie ambasadorowie, a za waszym pośrednictwem do umiłowanych narodów, które reprezentujecie, i do waszych rządów; orędzie to znajduje też zastosowanie w sferze stosunków międzynarodowych, może zatem dopomóc każdemu w podejmowaniu wielkich wyzwań, jakie stoją dziś przed ludzkością. Chciałbym w tym miejscu wskazać niektóre z najważniejszych.

Pierwszym wezwaniem jest życie i jego obrona: Drugim wyzwaniem jest chleb. Ziemia, obdarzona przez Stwórcę cudowną zdolnością owocowania, posiada zasoby wystarczająco obfite i zróżnicowane, aby wyżywić wszystkich swoich mieszkańców, obecnych i przyszłych. Mimo to podawane do wiadomości dane na temat głodu na świecie są dramatyczne: setki milionów ludzi cierpią dotkliwie z powodu niedożywienia, każdego roku miliony dzieci umierają z głodu lub z przyczyn będących konsekwencją głodu.
W rzeczywistości ta alarmująca sytuacja jest znana od dawna, a wielkie organizacje międzynarodowe wyznaczyły sobie bardzo ambitne cele, próbując zaspokoić przynajmniej najpilniejsze potrzeby. Opracowano konkretne propozycje działania, jak na przykład te, które zostały przedstawione 20 września 2004 r. w Nowym Jorku na konferencji na temat głodu i ubóstwa. Kościół przywiązuje wielką wagę do tej dramatycznej sytuacji. Liczne organizacje pozarządowe również nie szczędzą wysiłków, aby nieść pomoc potrzebującym. To wszystko jednak nie wystarcza. Aby stawić czoło tej potrzebie, której rozmiary wciąż rosną, niezbędna jest wielka mobilizacja moralna opinii publicznej, a zwłaszcza przywódców politycznych, przede wszystkim w krajach, które osiągnęły zadowalający poziom życia i dobrobytu.
Chciałbym przypomnieć w tym miejscu fundamentalną zasadę nauki społecznej Kościoła: zasadę powszechnego przeznaczenia zasobów ziemi. Zasada ta  powinna przynaglać do zdecydowanych działań na rzecz sprawiedliwości oraz do bardziej przemyślanych i konsekwentnych akcji solidarności. Takie właśnie dobro zdoła zwyciężyć zło głodu i niesprawiedliwego ubóstwa."
Oto dane na temat głodu z 2005r. Około 826 milionów ludzi na świecie cierpi w wyniku chronicznego niedożywienia - twierdzą specjaliści Światowej Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Problem głodu występuje najostrzej w Afryce na południe od Sahary. To właśnie tam znajduje się najwięcej najbiedniejszych krajów świata i krajów najbardziej zdewastowanych przez konflikty. Co trzeci mieszkaniec Afryki ma niewystarczającą ilość żywności, często na skutek nałożenia się wojen i suszy. Sytuacja taka ma miejsce w Etiopii, Erytrei, Angoli, Burundi, Sierra Leone, Gwinei i Somalii. Miliony ludzi dotkniętych suszą mieszka w Tadżykistanie, Pakistanie, Iranie, Armenii i Gruzji, a także Afganistanie, Korei Północnej, Mongolii, Kambodży i Bangladeszu. Niedożywionych jest 11 procent z 481 milionów mieszkańców Ameryki Łacińskiej i regionu Karaibów, głównie na Haiti, w Nikaragui, Boliwii, Hondurasie. Ogromne rzesze ludzi cierpią na niedożywienie w Azji. Na ogólną liczbę 826 milionów niedożywionych, 34 miliony żyją w krajach przechodzących transformację ustrojową, przede wszystkim w licznych krajach byłego ZSRR.
Zakończmy nasze rozważania modlitwą Matki Teresy z Kalkuty:
Daj mi kogoś, kto potrzebuje miłości
Panie, gdy jestem głodna,
daj mi kogoś, kto potrzebuje pożywienia;
gdy jestem spragniona,
kogoś, kto potrzebuje pokoju;
gdy jest mi zimno,
ześlij mi kogoś, kogo mogłabym ogrzać;
gdy jestem zawiedziona,
pozwól mi kogoś pocieszyć;
gdy mój krzyż staje się ciężki,
spraw, abym pomagała innym nieść ich krzyż;
gdy jestem uboga,
skieruj mnie do kogoś w potrzebie;
gdy nie mam na nic czasu,
daj mi kogoś, komu mogłabym pomagać przez parę chwil;
gdy czuję się upokorzona,
daj mi kogoś, kogo pochwalę;
gdy jestem przygnębiona,
spraw, abym mogła komuś dodać odwagi;
kiedy szukam zrozumienia u innych,
daj mi kogoś, kto potrzebuje mojego;
gdy sama potrzebuję opieki,
ześlij mi kogoś, kim mogłabym się opiekować;
kiedy myslę tylko o sobie,
skieruj moją uwagę na inną osobę.
Uczyń nas, Panie, godnymi
służenia naszym siostrom i braciom,
którzy w ubóstwie i głodzie
żyją i umierają wszędzie na świecie.
Naszymi rękami daj im dzisiaj
chleba ich powszedniego
i daj im, dzięki naszej wyrozumiałej miłości,
pokój i radość
Amen.
15 października obchodzimy Światowy Dzień Wyżywienia. Dzień walki z głodem.
"Chleba naszego powszedniego daj.".

"Byłem chory, a odwiedziłeś Mnie". (Mt. 25,36)

 


[ Informacje |słowo | multimedia | księga gości | forum | historia WPP | historia17-tek | regulamin | opis grup ]
[ konferencje | rozważania | foto | filmy | dzwięki | linki | baza adresów e-mail | kontakt ]
© MichałBedyński
Strona istnieje od lipca 2002 wywoływano nas już razy