Konferencja V

Temat: Jak wielbić Pana w Eucharystii?

 

 

Msza św. jest złożeniem Bogu dziękczynienia. Składać dziękczynienie oznacza zajęcie postawy. Dziękczynienie, uwielbianie - to czyn bardzo osobisty. Nie jest to proste "dziękuję za otrzymane dary". Dziękczynienie - oznacza umiejętność podziwu, zachwytu, kontemplacji, adoracji, zapomnienia o sobie, zatrzymania się nie tylko na doświadczonym dobru, ale nad Bożymi czynami. Tego czynu dokonuje się wobec zgromadzenia: "Będę głosił imię Twe swym braciom i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia". Stąd też Modlitwa Eucharystyczna nazywana była przepowiadaniem, proklamacją wielkich czynów Boga, albo - uroczystym świadectwem.

Dziękczynienie nie jest tylko jednym z wymiarów Mszy św. Wewnętrzna istota Mszy św. polega na urzeczywistnianiu ofiary krzyżowej: śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Tę rzeczywistość świętujemy dziękując Bogu za zbawczy czyn, za wyzwolenie nas z niewoli grzechu i śmierci. Chleb i wino są znakami tej wdzięczności. Najpiękniejszą i jedyną ofiarą, jaką człowiek może Bogu złożyć, darem, który jedynie Boga jest godny - jest ofiara dziękczynienia. W dziękczynieniu z wielką miłością sięgamy do tego wydarzenia, w którym Bóg najpełniej okazał swoją miłość w Chrystusie, po to, by odpowiedzieć Mu z miłością, to samo odczuwając, co odczuwał Jezus. Dziękczynienie wyraża się w słowie, ale przechodzi w składany dar - Jezusa Chrystusa. Błogosławić - wielbić Pana czy dzięki Mu składać, oznacza uznać Jego czyny, uznać Jego wielkość, uznać Go jako jedynego i prawdziwego Boga. Człowiek "powstaje" - wznosi serce - aby Boga wielbić. Człowiek jest już "wzniesiony" - odkupiony w Chrystusie zmartwychwstałym. W dziękczynienie włączone jest "niebo i ziemia".

Eucharystia, będąca doskonałym uwielbieniem Boga, nie dopuszcza pośpiechu. On bowiem zabija w człowieku potrzebę wzruszenia i kontemplacji. Tam gdzie Bóg, tam nie może być smutku. Chrystus przez swoje zmartwychwstanie, życie ludzkie uczynił jednym nieprzerwanym świętem. Nie istnieje także doskonale uwielbienie Boga bez wspólnoty z innymi. Owo uwielbienie bowiem zawiera w sobie zwrot ku innym. To, co m.in. powiedziano o chrześcijanach w starożytności, to spostrzeżenie, iż są to ludzie, którzy mają zwyczaj gromadzić się, by śpiewać pieśni ku czci Chrystusa. Idę zatem na Mszę św. także w tym celu, by spotkać się z innymi, by razem z nimi śpiewać Panu. Właśnie w zgromadzeniu liturgicznym mamy odczuć i przeżywać tę prawdę, że jesteśmy społecznością wybraną przez Pana.

 

Aby upodobnić się do Chrystusa, nie wystarczy spożywać Jego Ciało i pić Jego Krew. Trzeba także kontemplować to misterium. Istnieje wielkie podobieństwo między Eucharystią a Wcieleniem. We Wcieleniu - mówi św. Augustyn - Maryja poczęła Słowo wcześniej umysłem niż ciałem". Na nic by Jej nie przyszło nosić Chrystusa w swoim łonie, dodaje Augustyn, gdyby Go nie nosiła także z miłością w swym sercu. Maryja po Wcieleniu była więc pełna Jezusa nie tylko w swoim ciele, ale także w swoim duchu. Była pełna Jezusa, ponieważ myślała o Jezusie, oczekiwała Jezusa, kochała Jezusa. Jak każda kobieta oczekująca dziecka, ale w stopniu o wiele doskonalszym, była cała skupiona w sobie. Jej oczy były zwrócone bardziej ku wnętrzu niż na zewnątrz, ponieważ wewnątrz był Jej skarb, wewnątrz nosiła słodką tajemnicę, która pozostawiała Ja zdumioną i bez słów. "Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu". Jawi się nam Ona jako najdoskonalszy wzór tego, co określamy jako kontemplację eucharystyczną. Taki powinien być człowiek, który przyjął Jezusa w Eucharystii. Także on powinien przyjąć Chrystusa w swoim umyśle, przyjąwszy Go swoim ciałem (począć, oznacza przyjąć w siebie). Przyjąć zaś Chrystusa umysłem oznacza konkretnie myśleć o Nim, mieć ku Niemu zwrócone spojrzenie, przypominać sobie o Nim.

Eucharystia, uwielbienie w niej i przez nią Trójcy Świętej, polega na wspominaniu Jezusa przez nas. Przez wiele wieków pierwsze słowo wypowiadane przez kapłana po konsekracji brzmiało: "My, twoi słudzy, oraz lud Twój święty, wspominając błogosławioną mękę, zmartwychwstanie oraz chwalebne wniebowstąpienie Twojego Syna ..." Musimy na nowo dowartościować ten potencjał duchowy, zawarty we wspominaniu Jezusa. Musimy ze wspominania Jezusa uczynić naszą radość i naszą moc do życia na tej ziemi. Św. Bernard napisał: "Słodkie jest wspominanie Jezusa, sercu daje prawdziwą radość". Prośmy Ducha Świętego, byśmy umieli powiedzieć do Jezusa to, co Izajasz mówi w Starym Testamencie do Boga: "Imię twoje i pamięć o Tobie to pragnienie duszy".

Wspomnienie, gdy pojawi się w umyśle, ma moc przywołania całego naszego świata wewnętrznego i ukierunkowania go ku przedmiotowi wspomnienia, zwłaszcza, jeśli nie jest to rzecz, lecz osoba, i to osoba kochana. Kiedy matka urodziła dziecko i pozostawiła je w domu, wszystko w niej kieruje się ku temu dziecku, uczucie czułości wyrywa się z jej serca, a w jej oczach pojawiają się łzy. Tak samo się dokonuje ze świętymi, którzy wspominają Boga. "Gdy wspominam Cię na moim posłaniu i myślę o Tobie podczas moich czuwań ... w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie".

Pamięć jest jedną z tajemniczych i największych sprawności ludzkiego ducha. Bóg jest zamknięty w ludzkiej pamięci. Przypominać znaczy dosłownie: na nowo umieszczać w sercu. Nie jest to więc aktywność tylko intelektu, ale także działanie woli i serca; wspominać to myśleć z miłością. Jezus przypisuje wprost Duchowi Świętemu to, że możemy o Nim wspominać. "czyńcie to na moją pamiątkę". Poprzez takie stałe wspominanie Bóg zamieszkuje w duszy i czyni ją swoją świątynią. Jezus ustanawiając Eucharystię chciał, abyśmy spożywając Jego Ciało i pijąc Jego Krew zawsze wspominali o Nim, który umarł i zmartwychwstał dla nas. Aby kontemplacja tych tajemnic mogła dokonać rzeczywistej przemiany naszego serca musi być "wytrwała". Zatem niezbędne jest powtarzanie w myśli lub szeptem słowa, przedłużonego wezwania Jezusa. Skuteczność tego tak prostego środka jest wprost niewiarygodna. Imię Jezusa nie tylko jest imieniem; w nim jest zawarta tajemnica i moc Osoby Jezusa. Wzywanie imienia Jezusa pomaga przede wszystkim zwyciężyć w zarodku myśli pyszne, myśli samozadowolenia, wypełnione gniewem, nieczyste, umacnia zaś myśli dobre. Powtarzanie imienia Jezus, któremu towarzyszy wiara w moc Pana, posłuży do "przerwania" wątku złej albo bezwartościowej myśli i wprowadzi w nas "uczucia, które były w Chrystusie". W ten sposób człowiek przyzwyczaja się do "myślenia według Boga, a nie według ludzi", a jego serce staje się czyste.

Tym, co przede wszystkim zanieczyszcza nasze serce, jest poszukiwanie siebie samych, naszej chwały, znaczenia, aplauzu ze strony środowiska w którym żyjemy. Człowiek jednak który kontempluje Boga, jest jak ktoś, kto odwrócił się od siebie samego. Jest zmuszony zapomnieć o sobie i stracić siebie i swoje potrzeby z pola widzenia. Kro kontempluje, nie kontempluje siebie. Pierwszą formą kontemplacji eucharystycznej jest sama liturgia słowa we Mszy św. Za każdym razem przywołuje ona na pamięć jakiś element historii zbawienia i jakiś obraz z życia Jezusa. Stół słowa przygotowuje stół chleba; budzi pragnienie, jakby rozsmakowuje w Chrystusie. Tak stało się w tej nadzwyczajnej liturgii, przeżytej przez uczniów w Emaus: wyjaśnienie Pism sprawiło, że serca uczniów zaczęły pałać i w ten sposób przygotowani byli potem zdolni rozpoznać Pana przy łamaniu chleba.

Pewną formą kontemplacji eucharystycznej jest także czas poświęcony na przygotowanie i dziękczynienie przed i po Komunii świętej. Jednakże formą w całym tego słowa znaczeniu kontemplacji eucharystycznej jest milcząca adoracja Najświętszego Sakramentu. Milcząca modlitwa, słuchanie słowa, medytacja biblijna, osobista refleksja, nie są oddzielone od Eucharystii, ale bardzo ściśle z nią powiązane. Eucharystia buduje Kościół przez kontemplację. Pozostając możliwie przez długi czas w spokoju i milczeniu przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie, odczuwamy Jego pragnienie względem nas, odrzucamy własne plany, aby zrobić miejsce planom Chrystusowym, a światło Boga przenika stopniowo do serca i je uzdrawia. "My wszyscy - pisze Św. Paweł - z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do jego obrazu".

 

Sama w sobie kontemplacja nie jest niczym innym jak umiejętnością albo darem nawiązania serdecznego kontaktu z Chrystusem obecnym w Hostii i przez Niego wzniesienie się do Ojca w Duchu Świętym. To wszystko dokonuje się w możliwie największym milczeniu, zarówno zewnętrznym jak i wewnętrznym. Milczenie jest umiłowanym oblubieńcem kontemplacji i strzeże jej. Kontemplować to intuicyjnie skupiać się na rzeczywistości Bożej i radować się jej obecnością. W medytacji przeważa poszukiwanie prawdy, w kontemplacji natomiast radowanie się Prawdą odnalezioną. Mistrzowie duchowi określali kontemplację jako: "Spojrzenie wolne, przenikające i nieruchome", albo jako "uczuciowe spojrzenie na Boga". Oddawał się więc wspaniałej kontemplacji eucharystycznej ów wieśniak z parafii w Ars, który godziny całe spędzał nieruchomy w kościele ze wzrokiem utkwionym w tabernakulum, a który zapytany przez Proboszcza, co robi przez cały dzień, odpowiedział: "Nic, ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie". Kontemplacja chrześcijańska nigdy nie jest jednokierunkowa, ani nie jest skierowana ku nicości. Są tutaj zawsze dwa spojrzenia, które się spotykają: nasze spojrzenie na Boga i Boże spojrzenie na nas.

Kontemplacja eucharystyczna sprowadza się niekiedy do towarzyszenia Jezusowi, do pozostawania w zasięgu Jego spojrzenia, dając także Jemu radość kontemplowania nas, bo chociaż jesteśmy stworzeniami grzesznymi, to jednak jesteśmy owocem Jego Męki, tymi, za których On oddał życie. "On patrzy na mnie!" Kontemplacji eucharystycznej nie przeszkadza więc sama z siebie oschłość, której czasem doświadczamy, niezależnie od tego, czy jest ona spowodowana naszym rozproszeniem, czy też jest dopuszczona przez Boga dla naszego oczyszczenia. Wystarczy nadać jej sens, rezygnując z własnego zadowolenia, aby uczynić Jego szczęśliwym i mówić: "Twoje szczęście, Jezu, mi wystarczy!" Jezus ma do dyspozycji wieczność, aby uczynić nas szczęśliwymi; my zaś mamy ten krótki czas, aby Jego uszczęśliwiać.

 

Czasem nasza adoracja może się wydawać zwykłą stratą czasu, patrzeniem bez widzenia; tymczasem tak wielka moc i tak wielkie świadectwo wiary w niej się zawierają. Jezus wie, że moglibyśmy pójść i robić wiele innych rzeczy, które mogłyby dać nam o wiele więcej zadowolenia, gdy tymczasem pozostajemy "tracąc" z Nim nasz czas. Kiedy nie potrafimy modlić się duszą, zawsze możemy modlić się ciałem. Kontemplując Jezusa w Sakramencie Ołtarza, realizujemy proroctwo, które spełniło się w chwili śmierci Jezusa na Krzyżu: "Będą patrzeć na Tego, którego przebili". Ta kontemplacja jest proroctwem, ponieważ wyprzedza to, co będziemy robić zawsze w Jeruzalem niebieskim. Jest to najbardziej dotycząca wieczności i prorocka czynność, którą można w Kościele spełniać. Na końcu nie będzie się już składać w ofierze Baranka, ani spożywać Jego Ciała. Ustanie więc konsekracja i komunia, ale nie skończy się kontemplacja Baranka ofiarowanego za nas. Gdy znajdujemy się przed tabernakulum, tworzymy już jeden chór z Kościołem niebieskim.

 

 

 

 


[ Informacje |słowo | multimedia | księga gości | forum | historia WPP | historia17-tek | regulamin | opis grup ]
[ konferencje | rozważania | foto | filmy | dzwięki | linki | baza adresów e-mail | kontakt ]
© MichałBedyński
Strona istnieje od lipca 2002 wywoływano nas już razy